Fizys ANALAJZIS – spolonizowane narzecze, idiolekt czy (nie)wymowna językowa niedokładność?

Szczerze? Naprawdę długo zastanawiałem się czy poruszyć publicznie ten temat… Wszak w praktyce nie ma on szczególnego znaczenia.

Ba!  Wyobrażałem kiedyś sobie, że w oczach niektórych jest tylko bezsensowną zaczepką, produktem pychy i nadmiernego perfekcjonizmu.

Wielokrotnie odpuszczałem więc zwracania uwagi, nie miało to większego sensu. Przecież nie mogę mieć powodów do supremacji językowej?! Lingwista ze mnie taki, jak z koziej dupy baza danych 😛

Jednak kolejna konferencja – wiele cennej wiedzy… I nagle – znów ten sam problem. Jak zgrzyt kredy po tablicy, jak pisk noża po talerzu, jak ból zęba po cholernie zimnym lodzie! Jedno słowo, wiele wspomnień, tak bardzo mi ono przeszkadza…

 

O co chodzi?

Tak jak może niektórzy z Was, ponad 13 lat temu, gdy pierwszy raz zobaczyłem zestawienie dwóch angielskich słów: „analysis services”…  Bez zająknięcia! Bez zastanowienia! Bez absolutnie żadnej wiedzy językowej, wypowiedziałem pierwsze z nich jak mi pasowało. A N A L A J Z I S.

I tak przez kilka ładnych lat, tam i ówdzie, po cichu w głowie i na głos mocnym tchem – tak to wymawiałem. Przy klientach, przy kolegach i co gorsza – przy rodzinie.

A potem pojawił się ON. Dla kolegów – księciunio, dla wszystkich innych – książę Pomeranii. Zakładowy towarzysz dnia powszedniego. Człowiek zacnej myśli, niebanalnego humoru i wielkiej odwagi. Na tyle dużej, by w środku ważnej rozmowy, toku myśli zebranych z trudem i przelanych litrami śliny przepływającej strumieniem przez język – przerwać mi i jasno podkreślić: „Misiek! Ja pierdolę! No proszę Cię! Nie ANALAJZIS!  A N A L Y S I S  !!! ”

Pamiętam jak wtedy coś we mnie pękło… „Ale jak to? Nie no, szlag! To niemożliwe?! Przecież wszyscy znamy to słowo! Tu ANALAJZ tamto, tu ANALAJZ siamto, tu analyze łotewer kurwa! Ale zaraz, hmmm, faktycznie… Litera przecież na końcu jest inna, E zmienia się w I,  gdzieś ginie Z i wchodzi S… Czy to wystarczy żeby analysis wymawiało się inaczej?”.

Potem pojawiła się nadzieja… Że to wszystko może kwestia lokalnej wymowy? Gwary? Regionu? Przecież jest amerykański, angilelski, szkocki…hinglish! Gdzieś muszą mówić to inaczej?! Wszakże takie prościutkie problemiki jak „data” czy „dejta” mogą istnieć naraz, oba są dopuszczalne. Ostatecznie dłuższy reasearch po bezkresach googlowych wyników zbił mnie z pantałyku lingwistycznej próżności. Poczułem się zażenowany, zawstydzony 🙁

 

Właściwie tamten dzień uważam za początek zarażenia się specyficzną chorobą. Czymś, z czym walczę do dziś dnia. Coś, co ma nawet swoją szkaradną nazwę, stronę na wiki, a nawet własny symbol! Grammar nazi…

Czy to w polskiej mowie, czy w języku Szekspira – zwyczajnie poprawiałem innych 😐 Często hipokrytycznie (ha! hipokryzyjnie! 😛 ) kalecząc gdzieniegdzie zwroty, których na pewno nie znam, waląc błędy gramatyczne i interpunkcyjne, używając zdań wielokrotnie (prze|z)łożonych, rozpisując się pleonizmami bezsensownie, tudzież bez myślunku i jeszcze w dodatku tautologią jak teraz 😛

Sporo wysiłku mego i innych zostało włożonego, by tę naleciałość wyciszyć 🙂

Wyluzowałem, kaganek oświaty schowałem za szafą. Czasami jednak tylko na chwilkę go wyjmuję…

 

Wracam więc do meritum.

Drodzy koledzy, szanowni specjaliści, wykładowcy, żacy i luzacy:

 

ANALAJZIS ANALYSIS (uh-NA-luh-sis) – bez Z w środku, ze zmiękczonym początkowym A i dziwnym Y pod koniec 😀

a potem SARWISYS (uk) lub SERWISYS (us) 😉

 

A na deser dwa materiały do odsłuchu 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz